O mnie

Było sobie kiedyś moje życie. Lękliwe, niepewne, pełne zwątpienia. Płakała moja dusza… Tęskniłam codziennie. Za byciem wiatrem, chmurą, słońcem. Zazdrościłam kwiatom porannej rosy na płatkach, drzewom ich siły, a muzyce piękna. Tęskniłam za tożsamością z przyrodą. Teraz już wiem, że chciałam być jej częścią, bo nie mogłam odnaleźć odpowiedzi na tak istotne dla mnie pytanie:
„kim jestem? Jaki jest sens mojego istnienia?”
I gdy szukałam wyjaśnień, gdy całe swoje jestestwo zaabsorbowałam do poszukiwań odpowiedzi na pytanie dlaczego mam w sobie tyle wewnętrznej tęsknoty, nie zauważyłam, że pod gruzami swoich przeżyć zaczęłam kiełkować nowa ja.

Przez smutek, z którym każdego dnia dzieliła się ze mną tęsknota miotałam się wewnątrz, by przebrnąć przez kolejny dzień, miesiąc, rok. Nie potrafiłam jeszcze wtedy zobaczyć, że szamocząc się by żyć – nabierałam coraz więcej Światła… że dzięki poszukiwaniu pełnego oddechu, stawałam się coraz silniejsza.
Dzień po dniu, rozbijałam więc kolejne swoje skorupy, aż któregoś razu wydostałam się na zewnątrz. I wtedy zrozumiałam, że bez mrocznej strony, nie poznałabym Światła…

Przez lata miałam żal, że życie ubrało mnie w nostalgię, że to tęsknota tworzy rusztowanie dla mojej postawy i działań. Ale gdy rozsypały się puzzle, z których ułożona była moja postać, okazało się, że nie mogłam żyć inaczej, bo brakowało w moim obrazie kilku elementów układanki, inne ułożone były do góry nogami, a jeszcze inna część okazała się nie z tego obrazu. I wtedy nieoczekiwanie zaczęłam tworzyć się na nowo…

Ale zanim to nastąpiło, pewnego dnia przyszła śmierć. A właściwie Miłość za nią przebrana. Zapukała upominając się o stare przekonania, destrukcyjne wzorce. Jak tornado wdarła się w moje życie i postanowiła wymieść wszystko naraz. Utrwalone złe nawyki wydzierała z korzeniami, aż w końcu ustąpiły pod naporem czyścicielskiej energii. Zaglądała w zakamarki mojej psychiki, by wydobyć wirusy cierpienia, które chcąc przetrwać, tylko czekały na pomnożenie. Kilka dni szukała wszystkiego co nie pochodziło ze Światła, co się przed nią ukryło, by nie spłonąć w ogniu jej miłości. W wirze szaleństwa odkrywała śpiące we mnie niepokoje. Łapała w swoją pajęczynę miłości wszystkie pochowane na dnie serca lęki i strachy, nie pozwalając im na powrót rozwinąć się i mnożyć. Raz po raz ukazywała mi jakie pokłady przerażenia we mnie mieszkają. Zdejmowała je, warstwa po warstwie i trawiąc roztapiała powoli moje cierpienie.

W toksycznych odpadach po tej kilkudniowej burzy trwałam jeszcze paręnaście ładnych miesięcy. Ich skondensowana forma była jak kula błota, z którego przyszło mi się długo, długo otrząsać.

Moje duchowe poszukiwania miały wiele konsekwencji. A to co zbierałam po drodze, np. transcedentalne doświadczenia, które pomogły mi przejść transformację, wegetarianizm, który rozbudził moją wrażliwość i empatię, dwa stopnie Reiki, dzięki którym stałam się wyczulona na subtelne energie i rozbudziłam intuicję, oobe, utwierdzające mnie, że opuszczając ciało istniejemy nadal, czy w końcu malarstwo intuicyjne – to wszystko było to dla mnie jak zdobycie harcerskich sprawności w podróży przez życie.

Zapytacie, a co z przeszłością? Przeszłość zawsze pozostanie w pamięci jako alert do pobudki mojej duszy. Tak jak koszmar wybudza nas ze snu, tak życie układając – wydawać by się mogło – zły scenariusz dla naszego istnienia, próbuje nas przebudzić, wołając: Wake Up!
Któregoś dnia zawołało i do mnie wywracając moje życie do góry nogami. Byłam wtedy tylko ja i Kundalini, która weszła w moje życie znienacka, bym mogła ją poznać…

WYBRANE PRACE

1_o_mnie

„Autoportret”

2_o_mnie

Mandala Zdrowia

Na dobry początek

„Na dobry początek”